Dziś mamy sobotę. Jak sama nazwa wskazuje - siedzimy w domu i sprzątamy, ewentualnie się wieczorem gdzieś wyskakuje. A ja? Byłam w SZKOLE. Tak, w szkole. Nie pomylilam się. Odrabialiśmy 2. listopada. To chyba jasne, że z własnej woli nie pogoniłam na jakieś zajęcia dodatkowe.
Miałam na szczęście mieć tylko pięć lekcji:
1. j. polski - to sobie troche pogadałam o "Antygonie";
2. matematyka - rozwiązywałam jakieś zadania testowe i jakoś dobrze wychodziło, aż dziwne;
3. historia - ... przesiedziana w dwie klasy, w jednej sali z wychowawczynią;
4. j. angielski - czytaliśmy na ocenę dialogi i się uczyliśmy;
5. j. rosyjski - [z przyczyn zdrowotnych - zle samopoczucie, dreszcze i braku możliwości normalego funkcjonowania - zwolniłam się].
Przyszłam sobie do domu, daleko w końcu nie mam, i pod kołdre. Jakieś leki wziełam i o 14. było już jako tako.
A teraz? Ide sobie pod koldre. Biore książki i będę się uczyć. Powinnam Już to oo 2 godzin robić.
Pozdrawiam.
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz