wtorek, 16 października 2007

Gorzka wódka, gorzka wódka...


Nawet niedawno, gdyż zaledwie 10 dni temu wstecz byłam na weselu. A dokładniej: poszłam na ślub i przyjęcie weselne wraz z chłopakiem. Trzeba było jakoś się zebrać, aby zdążyć na godzinę 17:00 pięknego dnia 6.10.2007 do kościoła w Michalowie na ślub. Z włosami niby coś zrobione, sukienka, buty, prezent i z domu. Jedziemy już sobie, a tam... Przy kościółku sesja fotograficzna. Potem msza.

Oczywiście usłyszeliśmy słowa:

Miłość cierpliwa jest,
łaskawa jest.
Miłość nie zazdrości,
nie szuka poklasku,
nie unosi się pychą;
nie dopuszcza się bezwstydu,
nie szuka swego,
nie unosi się gniewem,
nie pamięta złego;
nie cieszy się z niesprawiedliwości,
lecz współweseli się z prawdą.
Wszystko znosi,
wszystkiemu wierzy,
we wszystkim pokłada nadzieję,
wszystko przetrzyma.

Aż miło było posłuchać :-).

Potem jazda autobusem na stojąco, a ja raz w jedną, raz w drugą stronę. W domu weselnym, w Łapiguzie za Zamościem, zajęliśmy miejsca blisko Pary Młodej. Jakieś jedzonko i trochę na parkiet. I tak do ok. 5:20. Siedzenie, tańczenie, a w międzyczasie oczepiny i torcik :-). Na drugi dzień poprawiny. Każdy taki zmęczony. Po narzeczonym moim nie było widać, ale po mnie owszem :-). Ponoć w drodze powrotnej do Szczebrzeszyna koło 21. przysypiałam, ale ja nie pamiętam... Kamilka się pytałam. Oczywiście mnie się podobało na weselu, dziękuję mojej osobie towarzyszącej, która mimo tej dwu dniowej nazwy towarzyszy mi w każdej sekundzie mojego życia :-*.

Brak komentarzy: